Noworoczne postanowienia są przereklamowane. Nie przypominam sobie, żebym choć raz zmieniła w swoim życiu cokolwiek pod wpływem wszechobecnej euforii z okazji rozpoczęcia kolejnego roku. Owszem, zawsze w styczniu głośno utwierdzam swoich bliskich w przekonaniu, że od teraz będę grzeczną i obowiązkową dziewczynką i w tym roku na 100% wszystko sobie w życiu poukładam. Albo wmawiam sobie samej, że będę ćwiczyć mięśnie brzucha, rzucę ciastka, przestanę nałogowo kupować buty itp. itd. Co z tego wynika w grudniu, kiedy czas zrobić mały rachunek sumienia? Nic. Czy to oznacza, że zmarnowałam rok życia? Gdzieś z tyłu głowy pojawia się gorzkie uczucie rozczarowania, że
zawiodłam samą siebie - całoroczna oponka w dalszym ciągu trzęsie się
przy każdym ruchu, nie potrafię przeżyć dnia bez czegoś słodkiego, a zawłaszczone 2 półki na buty nagle powiększyły się do 6... Jednak biegnąc myślą wstecz dochodzę do wniosku, że NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ masy fantastycznych rzeczy które mnie spotkały oraz wielu smutnych i trudnych chwil, na które nie miałam wpływu, a które uczyniły mnie silniejszą i mądrzejszą. Wspaniali ludzie, których spotykałam na swojej drodze zupełnie przypadkowo. Cudowne miejsca, w których nie wiem jak się znalazłam. Umiejętności, o które się nie podejrzewałam. Chwile, które chciałabym zamknąć w szklanej bańce i postawić na półce, żeby móc do nich wracać bez końca. Tym właśnie był dla mnie 2012 rok.
A że nie spełniłam żadnych postanowień? Trudno - odrobiłam je z nawiązką :)
Dostałam sporo pytań odnośnie mojej blogowej nieobecności. Jesteście naprawdę kochani, więc wyjaśnię Wam, dlaczego co jakiś czas zdarza mi się zniknąć :) Kiedyś, kiedy czytała mnie garstka osób na Pingerze, dużo chętniej dzieliłam się z nimi swoim życiem prywatnym - pisałam o mojej rodzinie, przyjaciołach, wrzucałam prywatne zdjęcia itp. Teraz, kiedy zabrakło mi paluszków żeby Was zliczać, nie mam kontroli nad tym, kto zagląda na moje blogi. Nie chcę, żeby ktoś pocił się przy zdjęciach mojej 10-letniej siostry, wiedział co mógłby ewentualnie zawinąć mi z chaty czy w jakikolwiek sposób komentował i oceniał moich najbliższych. Nie sądzę, żeby kogokolwiek interesował bożonarodzeniowy wystrój mojego domu, familijny proces malowania pisanek, czy cmentarny "ałtfit" na Święto Zmarłych. Nie będę się tu dzielić czasem przeznaczonym dla rodziny, dlatego zdarza mi się zniknąć na dłuższy czas przy okazji różnych świąt - mam nadzieję, że to rozumiecie :*
A co do tego, co mam na sobie:
W rajstopach
FIORE zakochałam się od pierwszego wejrzenia - są chyba pierwszymi, których stanem naprawdę się przejmuję i staram się nie zniszczyć :p Płaszcz też jest nowością, można go kupić na promo na stronie
SHEINSIDE. Nie spodziewałam się, że będzie tak ciepły i dobrze uszyty, chociaż akurat ten sklep zaskakuje mnie pozytywnie za każdym razem :)
Dzień był wybitnie dżdżysty :>
buty / boots allegro
czapka / cap Carry
szalik / scarf H&M
<3