Dzisiaj był dla mnie ważny dzień, miałam bowiem ogromną przyjemność uczestniczyć w otwarciu kolejnego sklepu Sinsay w Szczecinie - fotorelację z tego eventu pokażę, kiedy skumulujemy focie z wszystkich aparatów :) Wiecie, że jestem strasznym wstydziochem, dlatego takie imprezy są dla mnie zawsze ogromnym przeżyciem - jestem zwierzęciem internetowym i nie do końca radzę sobie z uwagą, którą poświęca mi się w realu. Cieszy mnie, że inni doceniają moją "pracę" i chcą to czasem okazać, dlatego dzisiaj byłam wyjątkowo skrępowana i paradoksalnie przeszczęśliwa tym, że znalazło się kila osób chcących zrobić sobie ze mną zdjęcie albo poprosić o radę przy doborze ubrań. To naprawdę bardzo motywuje, dziękuję WSZYSTKIM, którzy poświęcają uwagę mojej twórczości, śledzą bloga i mają na tyle odwagi, żeby podejść i podzielić się swoją opinią :) KOCHAM WAS! :*
A co miałam na sobie? Buty znacie z poprzedniego posta, a ponieważ moja szafa składa się głównie z czerni, bieli, szarości i beżu, to taki kobaltowy akcent jest idealnym dopełnieniem stylizacji i będzie maglowany pewnie nie raz :) Spódnica i top to wyprzedażowe łupy sprzed dwóch sezonów, dół kupiony za 3 dychy, góra za dyszkę. Właściwie wszystko co mam na sobie wyhaczyłam na wyprzedażach i utwierdza mnie to w przekonaniu, że nie warto kupować ciuchów w sezonie, bo to strata hajsu, który można przeznaczyć na coś znacznie fajniejszego :)
top - New Look
spódnica / skirt - New Look
trench / trench - Camaieu
buty / heels - New Look
torebka / bag - Parfois
pierścionek / ring - nn
<3