T. zaraził mnie swoim sneakersowym zboczeniem. Nie myślcie, że z tym nie walczyłam, długo opierałam się jego namowom uparcie twierdząc, że sportowe buty wszelkiej maści są dobre dla słegującego gimnazjum, ulotkarzy i ludzi, którym nie chce się przebierać butów po wyjściu z siłowni. Przecież jako dorosła, stateczna kobieta powinnam być wierna jedynie klasycznym fasonom, eleganckim wykończeniom i stonowanym kolorom. Nieważne, że większość moich butów to sezonówki z ekoskóry :> Nike Dual Fusion, które widzieliście w poprzednim poście kupiłam TYLKO I WYŁĄCZNIE na siłownie. Niestety pewnego dnia po 8 godzinach pracy i 2h na siłowni uznałam, że wrócę do domu w czymś wygodniejszym niż botki na obcasie... i nieopatrznie spojrzałam w lustro. "Nie wyglądam tragicznie, do tego jest mi wygodnie... ach, niech będzie ten jeden raz" - pomyślałam. Buty są typowo techniczne, więc mogłam je nosić tylko do spodni, ale na jednym razie się nie skończyło. Później nadeszła zima i już wiedziałam, że wiosną na mojej półce zagości kolejna para sneakersów. T. nakręcał zajawkę pokazując kolejne wiosenne kolorystyki, które wkrótce się ukażą, aż wreszcie wybór padł na Reebok Classic Leather Suede w kolorze liliowym - najgorętszym w tym sezonie. Są piękne, wygodne, a dzięki ciekawemu kolorowi stają się typowymi "szyjoskrętami" - przyciągają uwagę, zwłaszcza kiedy są wyciągnięte na pierwszy plan przez neutralne kolory ubrań. Poniżej znajdziecie kilka zdjęć zestawu, dość swobodnego, ponieważ dla odmiany wcielałam się w rolę fotografa i sama zostałam obfocona dość spontanicznie :)




buty / sneakers Reebok Classic Leather Suede
spodnie / trousers Stradivarius
torba / bag no name SH
szal / scarf Parfois
A na jesień już planuję zakup takich oto pięknych Air Max Thea:
<3